Art journal to szkicownik, notatnik lub miejsce, w którym dajesz ujście swoje twórczej ekspresji. A mówiąc prościej to zeszyt, w którym malujesz, rysujesz, bazgrzesz, paćkasz, kleisz i co tylko Twoja artystyczna dusza zapragnie. Zaraz, zaraz, a może powiesz, że Ty nie masz artystycznej duszy? Ok, nie musisz. Art journal, to narzędzie dla każdego. A każdy ma potrzebę tworzenia i nie musisz tego nazywać sztuką. Tutaj nie trzeba umieć rysować, malować, lepić, komponować itd.

Co daje prowadzenie art journala?
Chociaż w intrenecie znajdziemy mnóstwo pięknych stron z różnych art journali, to tak naprawdę w art journalingu najważniejszy jest proces tworzenia. Czerpanie radości z tworzenia. Potraktowanie tworzenia jako sposób na relaks. Może to być powrót do dziecięcej radości bazgrania. Można też w art journalu wyładować jakieś trudniejsze emocje.
Art journal to też świetny sposób na eksperymenty w tworzeniu. Tutaj nie tworzysz wielkiego działa na płótnie, które będzie oglądane, kontemplowane, czy nawet oceniane (brrr). Tworzysz na stronach zeszytu, błędy mile widziane, a wręcz wskazane. W końcu eksperymentujemy po to, żeby dowiedzieć się czy cos działa czy nie. Krótko mówiąc wyciągamy naukę z tych błędów. Art journal nadaje się do tego rewelacyjnie.
No i tutaj przechodzimy do kolejnej funkcji art journalingu. Świetnie rozwija naszą kreatywność. A kreatywność przydaje się nie tylko artystom. To cenna i przydatna umiejętność w każdej dziedzinie życia.
Co jest potrzebne do art journala?
Art journal to może być najzwyklejszy zeszyt i jakiekolwiek pisadła, które posiadasz w domu. Jednak jak to zwykle wygląda? Na początek nie trzeba wydawać dużo pieniędzy. Jeśli jednak myślisz, żeby spróbować art journalingu, to pewnie masz ochotę trochę się pobawić i popaćkać.
Przyda się wtedy grubszy papier, nieco bardziej odporny na zamoczenie, niż ten „zwykły”. Nie musi to być jednak papier wysokiej klasy. Przecież nie o to chodzi, żeby spinać się specjalnością zeszytu. Zwyczajne szkicowniki są dostępne np. w Action już za kilka złotych. Ten sklep ogólnie ma bardzo fajny stosunek jakości rzeczy (przynajmniej tych plastycznych) do ceny. Nie musisz też kupować zeszytu, może to być np. papier do akwareli. Wtedy możesz tworzyć na luźnych kartkach.
Jeśli jednak brak odpowiedniego papieru ma Cię zniechęcić albo chociaż odłożyć w czasie Twoje art journalowe zapędy, to bardzo, bardzo Cię proszę: zacznij na zwykłym papierze. Materiały to tutaj rzecz drugorzędna. Pamiętaj, chodzi o proces 🙂

No dobrze, papier już mamy. Co dalej? Wszystko zależy od technik, które chcesz użyć. Oczywiście nie musisz trzymać się jednej. To przecież zabawa, mieszanie technik mile widziane. Jest na to nawet nazwa: mix media. Ale o tym później.
Klej i nożyczki przydadzą się, jeśli sięgniesz po kolaż. Możesz użyć ciekawych zdjęć z gazet i magazynów, nagłówki, słowa, czy nawet „ścianę” tekstu (to niezły podkład). Ciąć i przyklejać możesz nie tylko gazety. A co jeszcze? Wszelkiego rodzaju ścinki i kawałki zwykłego papieru, papieru ze starych planerów, niepotrzebnych notatek, czy papieru scrapbookingowego.
Farby zaliczają się już do tzw. mokrych mediów. Nie trzeba od razu malować słoneczników czy gwieździstej nocy 😉 Farbami można zrobić ciekawe tło lub odciski. I to nie od razu super stemplami. Palce czy pędzel też mogą tworzyć ciekawe ślady.
Na starcie jakość farb nie jest istotna. Z resztą przyzwoite produkty znajdziesz już w przyborach dla dzieci. Farbki wodne, czyli akwarele, farby plakatowe czy nawet akryle z Action czy Tedi będą zupełnie wystarczające.
Flamastry, brush peny, mazaki, długopisy, kredki. Tutaj też nie ma potrzeby od razu szaleć z jakością. Chcemy do tego podejść na luzie i się rozkręcić. Z czasem oczywiście najbardziej wypasione pisadła też wchodzą w grę. A do czego je użyć? Do rysowania, pisania, szlaczków, znaków itd.
Ok, masz bardzo fajny zapas rzeczy i chęci, ale co teraz? Co dalej?
Art journal – jak zacząć?

Oczywiście nie ma jednego słusznego sposobu na to jak zacząć. Możesz podejść do sprawy w sposób przemyślany. Zaplanować co mniej więcej i jakim medium chcesz zrobić. Możesz też iść na całkowity spontan. Wtedy warto rozłożyć rzeczy gdzieś pod ręką, wyłączyć nadmierne myślenie i dać rękom działać.
No tak, łatwo powiedzieć, dać rękom działać. Ale jak to zrobić? Mój ulubiony sposób jest taki, żeby nie zaczynać od białej kartki. Biała kartka mnie stresuje i wzywa do postawienia tylko i wyłącznie idealnych kresek. A to mnie blokuje. Poza tym, to przecież art journal, pole popisu dla niedoskonałości. Dlatego lubię zaczynać na pobazgranych już czymś kartkach. Możesz też szybko coś nakreślić, byle jak. A potem już działać, usiłując to zasłonić. I tak rozkręca się tworzenie. Takich sposobów na rozkręcenie się twórczo, czy też mówiąc prościej: przełamanie twórczej blokady, jest o wiele więcej.
Zobacz też: Jak się przełamać i zacząć tworzyć?



