Na świecie jest mnóstwo dorosłych ludzi, którzy zawsze chcieli tworzyć, rysować, śpiewać, ale z jakiś powodów tego nie robią. Ja też należę do tej grupy. Zawsze chciałam rysować, ale też zawsze miałam z tym jakiś problem. W końcu, po trzydziestce i po genialnym wyzwaniu PSC, postanowiłam ten problem rozwiązać. Bo tak na prawdę, nie wiedziałam o co mi właściwie chodzi. Nie rozumiałam, dlaczego, skoro chcę, to po prostu nie rysuję. Zaczęłam zadawać sobie pytania: po co? dlaczego? co czuję? o co chodzi?

Jeśli masz podobny problem, a wiem już, że jest nas sporo, to zapraszam Cię do przeczytania tego wpisu. Demaskuję tu kilka mechanizmów, które wiążą nam ręce. Przy czym zaznaczam, że jest to lista moich odkryć. Być może Ciebie blokują trochę inne rzeczy, może niektóre się pokrywają, jednak mechanizm jest podobny? Zapraszam do lektury.
To niepoważne.
Każdy kto zajmuje się jakimś rodzajem kreatywnego hobby, chociaż raz w życiu słyszał tekst: „że też masz na to czas”. Ja tak usłyszałam nawet od osoby, która dostała ode mnie ręcznie malowaną kartkę urodzinową. Ale wiecie, często mówią tak ludzie, którym nie szkoda czasu na oglądanie TV. I co z tego? Mimo wszystko, czułam, że skoro już rysuję, to muszę to robić „na poważnie”. A skoro na poważnie, to musi mi wychodzić.
Nie ma najlepszego czy najgorszego sposobu na spędzanie wolnego czasu. Każdy powinien robić to, co daje mu radość czy relaks. Człowiek ma potrzebę tworzenia i to świetnie, jeśli jej nie tłumi. Jeśli to nie jest wystarczające uzasadnienie, to dobrze uświadomić sobie, że każdy, ale to absolutnie każdy, potrzebuje pomarnować trochę czasu. Dlaczego by nie rysowaniem?
Nie kopiuj.
Jak byłam młodsza i pokazywałam niektórym moje rysunki to zwykle padało pytanie: sama to wymyśliłaś? No i bam, znowu czułam się gorsza. Bardzo lubiłam sobie po prostu coś przerysowywać. Cały czas nie czułam się pewnie w rysowaniu. Ale wydawało mi się, że jak kopiuję, to jestem do kitu.

To, że dowiedziałam się, że w swoich początkach nawet Leonardo da Vinci kopiował tylko trochę mi pomogło. Aż trafiłam na cudownie celną analogię. Żeby nauczyć się grać np. na gitarze, musisz wykonać czyjś utwór. Jak ktoś z dumą odegra Wehikuł Czasu 😉 to nikt się go nie pyta: a sam to skomponowałeś? Nie, bo tutaj przyjmujemy to za naturalne. Ucząc się grać, uczysz się istniejących piosenek.
Co jeszcze idzie za całą tą gadką, żeby nie kopiować? Nie oglądaj za dużo cudzych dzieł, bo się „niechcący” zainspirujesz. Bardzo wielu twórców inspiruje się innymi dziedzinami, otaczającym światem albo klasykami. I to są wspaniałe źródła inspiracji. Ale prawda jest taka, że także dobrze orientują się w swojej „konkurencji”, więc oglądają cudze prace.
Najlepsze, co możesz zrobić dla swojego twórczego czy rysunkowego rozwoju to wzbogacać swoją wizualną „bibliotekę”, czyli oglądać bardzo dużo. Jak inaczej masz się dowiedzieć jak można rysować? Uczyć się zestawiania kolorów itp. rzeczy? Być może na początku swojej drogi, będziesz tworzyć rzeczy czasem mocno inspirowane czyimś stylem. Z tego, co mi wiadomo, to tak właśnie wykształca się swój własny styl. Niedługo na blogu pojawi się wpis o tym, jak oglądać cudze prace, żeby wyciągnąć z nich jak najlepszą naukę dla siebie.
Nie rysuj ze zdjęcia.
Tak, jeśli chcesz się na poważnie nauczyć rysować to nie rysuj ze zdjęcia. Ale czy ja już nie pisałam, że zbyt poważne traktowanie rysowania nie wychodzi nam na dobre? Nie rysowałam wcale, bo czułam się do kitu, że rysuję ze zdjęcia. Jeśli to ma Cię powstrzymywać, to mam dla Ciebie wiadomość. Lepiej rysować ze zdjęcia niż wcale nie rysować.

Zgłębiając się w temat, zorientowałam się, że bardzo wielu także zawodowych artystów korzysta ze zdjęć. Obraz w pracy dyplomowej na ASP malowany ze zdjęcia? Tak. Ilustrator szukający, jak to się ładnie nazywa, referencji do swoich ilustracji na Pinterest? Oj, jak bardzo tak. Okazało się, że to nic złego. W dzisiejszym świecie nikt się nie cyrtoli z biblioteką i nie wiadomo jakimi poszukiwaniami, żeby dowiedzieć się jak wygląda wyrak filipiński, tylko korzysta z Googla. Dowiadywanie się ze zdjęć jak wyglądają różne rzeczy, to także bardzo dobry sposób na rozwijanie wizualnej biblioteki. Potem, to spojrzenie badające jak co wygląda, warto przenieść do realnego świata. Po prostu korzystać z obu możliwości. Także ze zdjęć.
Trzeba mieć talent.
Powszechne rozumienie talentu, wpajane już przez szkołę, jest bardzo szkodliwe. Wynika z niego, że jak masz talent, to zawsze Ci wychodzi i to bez wysiłku. A to nieprawda. Nawet utalentowani ludzie muszą włożyć sporo wysiłku w dziedzinie, w której „mają talent”, żeby w ogóle się rozwijać. Bez nakładu pracy talent niewiele pomoże. Z resztą, na prawdę rzadko zdarza się, żeby ktoś miał talent tak totalny, że wcale nie musi się uczyć i ćwiczyć. Jeżeli idzie nam gorzej, trudniej, ale robimy postępy to znaczy, że się rozwijamy. Pewnie już nie raz słyszałaś, że nie ma co porównywać się do innych, tylko lepiej do siebie.

Drugą stroną medalu zwanego talentem jest to, że wydawało mi się, że skoro nie mam wielkiego talentu, to po co ja się biorę za rysowanie. Tak jakby istniało jakieś prawo, które wydaje pozwolenia na to, kto może rysować, a kto nie. Jeśli coś mi nie wychodziło, od razu zniechęcałam się i myślałam, że się nie nadaję. Fakt jest taki, że nawet wielcy artyści czy zawodowi wyjadacze robią błędy, tylko na innym poziomie. Akt twórczy zwykle jest jakimś zmaganiem się, niezależnie od „wielkości” tworzącego.
Na luzie.

Jeśli udawało mi się wyluzować, to rysowanie niesamowicie mnie relaksowało i dawało satysfakcję. Z drugiej strony strasznie się tym rysowaniem spinałam. Zastanawiałam się i skupiałam nad każdą kreską. Moje linie nie były pełne luzu i ruchu tylko wygumowywane i wymęczone. Nie potrafiłam rysowaniem się po prostu bawić. Co pomogło mi zmienić podejście? Art journal.
Kolejnym przekonaniem było dla mnie to, że jako dorosła powinnam umieć rysować. No bo jak to? Dorosły, który bazgrze jak dziecko? A tutaj właśnie o to chodzi. Żeby podejść do sprawy z takim luzem i radością jak dziecko. Dziecko uczy się, bazgrze, eksperymentuje. Rysuje na jednej kartce, a potem bierze następną i następną. Nie przywiązuje się do każdego rysunku, bo akurat trochę bardziej się udał. Tak nabiera praktyki. Jeśli nie rysujesz, to jak zaczniesz, to na początku te rysunki będą przypominać te dziecięce.
Głosy w mojej głowie.
Kiedy siadałam do rysowania to te wszystkie powyższe przekonania były wypowiadane w mojej głowie przez różne głosy. Na przykład różnych ludzi, którzy potencjalnie zobaczyliby moje prace. No bo nikomu nie musisz swoich rysunków pokazywać, ale z drugiej strony chcesz się swoja pasją dzielić.
Na początku nie potrafiłam dostrzec, że wszystkie te głosy należą tak na prawdę do mojego wewnętrznego krytyka.
A te wszystkie przekonania służyły podsycaniu tego jednego, które brzmiało: jestem do kitu. I wiesz co? Jak jesteś do kitu, to też możesz rysować. Jak tylko chcesz i masz tę potrzebę, to lepiej rysować do kitu, niż frustrować się i nie rysować. A w końcu, np. za rok, i tak będziesz lepsza niż dziś.



