Jak się przełamać i zacząć tworzyć?

Chciałabyś zacząć tworzyć, ale jakoś tak nie potrafisz się przełamać? A może tak na prawdę chciałabyś rysować, ale znajdujesz sobie twórcze zajęcia zastępcze? A może właśnie chciałabyś porobić „coś” kreatywnego, ale nie masz pojęcia czym to coś miałoby być. Czujesz się totalnie niekreatywna i zastanawiasz się skąd inni czerpią pomysły? Jeśli chociaż w części czujesz, że to o Tobie, mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Ja też miałam te problemy. A na większość problemów jest rozwiązanie. Chociaż czasem trzeba się dużo naszukać i nagłówkować, żeby te rozwiązania znaleźć. Na szczęście część z nich znajdziesz w tym poście. Zapraszam.

Ah, te mityczne pomysły.

Skąd inni biorą pomysły? Pomysłów można mieć na prawdę sporo, ale co z tego? Największą trudnością jest te pomysły wcielić w życie. Trudniej działać niż mieć pomysł. Czasem nawet powinnaś zacząć działać, zanim jeszcze jakiś pomysł wpadnie Ci do głowy. A dlaczego? Bo to właśnie w trakcie działania, uczenia się, poznawania, tworzenia przychodzą do głowy najlepsze pomysły. No dobrze, łatwo powiedzieć: trzeba zacząć działać. Ale jak to zrobić?

Po prostu, ja nie jestem kreatywna.

Można by dużo mówić o tym, że to nie prawda. Że każdy człowiek ma w sobie pokłady twórczej siły. Że kreatywność można ćwiczyć itd. Ale spróbujmy ten głos, który powtarza te słowa w Twojej głowie, podejść od innej strony. Ok, nie jesteś kreatywna. Ale czy to oznacza, że nie możesz tworzyć? Kto powiedział, ze trzeba być kreatywnym, twórczym, że trzeba być artystą, żeby tworzyć? Czy jak tylko złapiesz za ołówek lub pędzel, to wpadnie do Twojego mieszkania policja i skonfiskuje wszystkie brushpeny? Czy ktoś wydaje pozwolenia na tworzenie dla ludzi o odpowiednim poziomie kreatywności?

Strony zapełnione art journalingiem w technice mix media.

Tak, wiem, to absurdy. Dokładnie takie same jak powtarzanie sobie, że nie jesteś twórcza. Tak absurdalne jak to, że masz chęć tworzyć, ale tego nie robisz.

Jak zacząć tworzyć?

Jednym z moich głównych problemów, który powstrzymywał mnie przed tworzeniem, było to, że traktowałam to wszystko bardzo poważnie. Nie umiałam wyluzować. Jak rysuję, to z natury. Jak decoupage, to od razu chcę sprzedawać rzeczy, żeby chociaż zarobić na materiały. Jakby tworzenie, to nie była naturalna, ludzka potrzeba, tylko jakieś widzimisię. Miałam problem zwłaszcza z rysowaniem.

Zobacz też: Przekonania na temat rysowania, przez które nie rysowałam.

Do czasu, aż odkryłam cudowne narzędzie, które pomogło mi podejść do tematu zupełnie inaczej. To narzędzie to art journal. Jesli nie wiesz co to, to szybko wyjaśnię Ci, że to jakikolwiek zeszyt, w którym bazgrzesz, malujesz, rysujesz, wyklejasz i co tylko Twoja twórcza dusza zapragnie. Art journal jest stworzony do eksperymentowania. W ogólnie nie musi być wypełniony tymi wszystkimi pięknymi kompozycjami, jakie znajdziesz na Pinterest pod hasłem art journal.

Tak na prawdę, tworzenie jak w art journalu, nie musi odbywać się nawet w żadnym zeszycie. Wystarczające będą nawet zwyczajne kartki ksero. I tutaj przechodzimy do pierwszego punktu luzowania podejścia do tworzenia. Najlepiej nie zakładaj art journala w jakimś super wypasionym szkicowniku z papierem rodem od Budzyńskiej. Na to jeszcze przyjdzie czas. Ale zacznij od czegoś prostszego. Czegoś, czego nie będzie Ci żal zepsuć. Co nie paraliżuje swoją zajebistością. Ja np. zaczęłam od sklejonych kilku kartek z bazgrołami dzieci (spokojnie, co fajniejsze rysunki zostawiam). Albo kartek, na których wypróbowywałam jakieś pisadła. Taki zabieg nie tylko luzuje podejście w głowie, ale daje cos jeszcze:

Nie zaczynaj od pustej kartki.

Zaczynanie od pustej kartki jest trudniejsze. Patrzysz na tę białą, ładną płaszczyznę i niejasno wyobrażasz sobie co fajnego miałoby tam powstać. A potem stawiasz pierwszą, krzywą kreskę. Ta jedna, samotna, nieudana krzywa kreska na tej pięknej, białej kartce. Wewnętrzny krytyk zaciera ręce i kolejną kreskę stawiasz już trochę bardziej spięta.

To jak zaczynać? Weź pobazgraną już kartkę i zacznij na niej. Może gdzieś z boku, może wykorzystując istniejący bazgroł. A może spróbuj część zasłonić? Namalować coś wkoło. Ale tych sposobów, aby uniknąć startu od putki jest więcej.

Możesz np. przez kilka minut pisać to co przyjdzie Ci do głowy. Nie musi to być nawet nic składnego. Strumień świadomości po prostu. Albo opisz co Cię dziś wkurzyło. Możesz pisać część wyrazów na tym co już napisane. A potem spróbuj to zakryć. Np. farbą lub gesso, albo jeszcze czymś innym. Nie chcesz pisać? Specjalnie poplam kartkę.

Mam na biurku taki mały pojemnik, gdzie wrzucam różne skrawki i ścinki. Kilka art journalowych prac zaczęłam w ten sposób, że wykleiłam kartkę tymi skrawkami. W tym duchu fajny jest też pomysł Jennibellie w filmie na You Tube, gdzie pokazuje jak przygotowuje krawędzie swojego przyszłego art journala.

Jeśli skupiłaś się na tym, żeby nie zaczynać od pustej strony i zabierasz się za któryś z tych sposobów, to zobacz: już zaczynasz działać!

Nie oczekuj niczego, poza zabawą.

Masz ochotę coś stworzyć, ale nie bardzo masz pomysł? Może zmień pytanie z „co?” na „czym?”. Czym miałabyś ochotę dzisiaj podziałać? Farby akwarelowe, wyklejanie papierem, a może kredki świecowe? Tak kredki świecowe. Fajnie się nimi rysuje i są dozwolone również dla dorosłych:)

Masz pomysł i już sobie wyobrażasz jak miałoby wyglądać Twoje dzieło? To już na samym początku warto sobie uświadomić, że efekt końcowy raczej nie będzie przypominał tego co sobie wyobrażasz. Co więcej może być od tego bardzo daleko. Jedyne wyjście, to się z tym pogodzić.

W całym tym art journalu chodzi głownie o proces. Jeśli wyjdzie Ci coś zajebistego, jest to bonusowa korzyść. Ale nie skupiaj się na tym zbytnio. Pamiętaj, że bez zachwycającego efektu końcowego tworzenie również ma sens. Poniżej możesz zobaczyć jeden z moich bardzo niezachwycających efektów końcowych 😉

Być może zrobisz coś całkiem spoko, ale kilka błędów będziesz widzieć zawsze. Bo zawsze się pomylisz. A to ręka Ci zadrży, a to pojawi się gdzieś plama czy krzywa kreska. W ładnym napisie prawie zawsze zdarzy się kulfon. Wszyscy, nawet najwięksi artyści czy ilustratorzy popełniają błędy. I to o wiele częściej niż Ci się wydaje. Często naprawiają je później cyfrowo. I nie ma w tym nic złego. Dlaczego mieliby zaczynać tworzyć od now a z powodu jakiejś jednej krzywizny?

A jak już o „wielkich artystach” wspominamy, to czy myślisz, że każdy ich rysunek czy jakikolwiek szkic to zaraz wiekopomne dzieło? Nie siadaj do tworzenia zadaniowo. Dziś nie tworzysz wielkiego dzieła, dziś się bawisz, uczysz przełamywać i eksperymentujesz. Eksperymenty mają to do siebie, że zwykle ich wynik jest taki sobie. Prawda jest taka, że bardzo rzadko wynik to od razu coś świetnego. Zwykle jest tak, że coś kombinujesz i myślisz: hmm ciekawe. Wyciągasz jakieś wnioski i znowu eksperymentujesz. To właśnie proces. Art journal jest wprost stworzony do eksperymentowania.

Bardzo brzydkie dzieło.

Często podczas tworzenia paraliżujące są myśli, co powiedzieliby na to inni ludzie. Ale tego co dziś robisz, nikomu nie pokażesz. Przecież nie musisz. Na prawdę nikt nie musi tego widzieć poza Tobą. Znam też ten paradoks, że z jednej strony boisz się oceny, ale z drugiej masz ochotę się pochwalić. Nie ma w tym nic złego. To naturalna potrzeba. Możesz umówić się sama ze sobą, że dopiero jak skończysz, będziesz się w ogóle zastanawiać czy to komuś pokazać. Może nie trzeba pracy wrzucać od razu na wszystkie social media? Może wystarczy wysłać do jednej, zaufanej osoby?

Dobrze też jest, żebyś uświadomiła sobie, że choćbyś stworzyła najpiękniejsze dzieło świata, to i tak zawsze znajdzie się ktoś (a nawet więcej ktosiów), komu się ono nie spodoba. Warto pamiętać, że nie da się sprostać oczekiwaniom wszystkich ludzi. Jak mawia klasyk: innych jest wiele, a każdy mówi co innego.

Jeżeli nadal czujesz, że to wszystko za mało i nadal chcesz, ale się boisz tworzyć to mam dla Ciebie zadanie specjalne. Spróbuj celowo stworzyć brzydką stronę, najbardziej brzydką jaką potrafisz. Jestem ciekawa co Ci wyjdzie.

Wyzwania, tricki, checklisty

W całym tym zbieraniu się do tworzenia pomagają rożnego rodzaje wyzwania, listy itp. W internecie można znaleźć tego na pęczki. Ja sama również będę realizować i podrzucać tego typu treści. Jak tylko jakieś się pojawią, wrzucę tutaj linki.

Niestety nie wystarczy, że przełamiesz się raz i Twoje podejście do tworzenia zmieni się na zawsze. Ale z każdym razem będzie łatwiej. Może działając w tym kierunku sama znajdziesz jakieś własne sposoby na przełamanie się do tworzenia? A może już jakieś masz? Bardzo jestem ciekawa i będę wdzięczna jak podzielisz się nimi w komentarzu.

Możliwość komentowania została wyłączona.