Mój najlepszy sposób na dokumentowanie wspomnień.

Długo nie mogłam znaleźć najlepszego dla mnie sposobu na dokumentowanie wspomnień. Bo, że warto je gromadzić nie miałam wątpliwości. W końcu, jak wiele z nas, jestem zbieraczką. Uwielbiam zbierać i kolekcjonować. Zdjęcia lądowały w bezosobowych, plastikowych albumach, a różne pamiątki w coraz większych pudłach. Kiedy ilość rzeczy zaczęła mnie przerastać, a moja wewnętrzna zbieraczka domagać się lepszego zorganizowania, zaczęłam szukać sposobu.

Czy to Project Life?

Najpierw w oko wpadł mi Project Life. To całkiem niezła metoda dokumentowania wspomnień. Szybko ogarnęłam temat u worqshop.pl i domowa.tv. Jeśli chcesz zgłębić temat project life to na tych blogach znajdziesz potrzebną wiedzę. Sposób dokumentowania codzienności w Project Life jest bardzo prosty i wygodny. Do albumu wkładasz zdjęcia i przepiękne karty. Te karty urozmaicają wygląd albumu, ale mają też miejsce do journalingu, czyli zapisków. W ten sposób album ze zdjęciami nabiera indywidualnego charakteru. Metoda jest prosta i genialna, o czym mogą zaświadczyć całe masy wielbicieli project life, którzy z niej korzystają.

Żeby prowadzić album Project Life trzeba jednak mieć specjalne koszulki ze specjalnymi kieszonkami na karty i zdjęcia. Te koszulki wpina się do specjalnego segregatora, który ma inny rozstaw na dziurki i inne wymiary niż te zwyczajne, które znamy. Dlatego na początek trzeba poczynić jakieś zakupy. Nie ma w tym nic złego, jednak mnie chodziło o lekkie odgracenie chaty, a niej jej dogracanie. Project Life mimo, że elastyczniejszy niż zwyczajny album z kieszonkami, mnie nadal wydawał się za bardzo ograniczający.

Czy to album scrapbookingowy?

Zanim zagłębiłam się w temat, scrapbooking kojarzył mi się z przesłodzonymi kartkami urodzinowymi i wymyślnymi albumami „na roczek”. Tak wiem, to straszne uproszczenie tematu. Ale wtedy głównie na takie przykłady trafiałam, a to odbierało mi chęć dalszego drążenia tematu. Nic dziwnego, takie rzeczy głównie sprzedawały się na kiermaszach, na których ze scrapbookingiem się spotkałam.

W drugiej kolejności scrapcooking kojarzył mi się z kolejną masą rzeczy, które trzeba mieć, żeby móc tworzyć. Po mojej przygodzie z decoupage, od którego puchły moje regały, byłam do kolejnej, nowej dziedziny zniechęcona. Pławiłam się w radości z prostoty szydełka z kłębkiem włóczki. Taa prostoty, powiedz to półkom w mojej piwnicy. Tak, jest tam masa włóczek. Niestety, natury zbieraczki nie oszukasz.

Ale wracając do tematu. Z jakiegoś powodu ten scrapbooking wciąż omijałam. Aż zobaczyłam u Pauliny z domowa.tv jej sposób na dokumentowanie wspomnień. Były to albumy, które stanowiły połączenie albumów scrapbookingowych i project life. Uwielbiam takie rozwiązania, że bierzesz z różnych dziedzin to co Ci pasuje i tworzysz z tego coś nowego. Od tego czasu nosiłam się z zamiarem zakupu bazy do albumu.

Raz, zainspirowana właśnie sposobem Pauliny, ale i Kasią z worqshop, zrobiłam grudniownik, ale właśnie swoim własnym sposobem. Na sztywniejszych kartkach kolorowego papieru wklejałam zdjęcia, kawałki opakowań itp., a zapiski prowadziłam na wklejonej białej kartce, albo po prostu na bazie. Tu już było bardzo blisko do znalezienia własnego, idealnego sposobu na dokumentowanie wspomnień.

Nie! To junk journal!

Zamiaru zakupu bazy do albumu ostatecznie nie zrealizowałam. A to dlatego, że pewnego razu błądząc po Pintereście znalazłam takie dziwo jak Junk Journal. To własnoręcznie sklecony zeszyt, który można używać do czegokolwiek się zechce. Jednak jednym z popularniejszych sposobów używania junk journala jest właśnie dokumentowanie wspomnień. To było to!

Do junk journala mogłam wykorzystać wszystko co miałam w domu. Z całego pudła z pamiątkami zrobić interaktywną i różnorodną księgę z kawałkiem opowieści z własnego życia. Wreszcie wiedziałam jak zużyć te wszystkie mapki, bilety, pamiątki, kartki… no i zdjęcia. A kiedy zaczynasz patrzeć na otaczającą Cię rzeczywistość jak na tworzywo, to Twoja kreatywność wybucha. Więc zaraz też zaczęłam tworzyć art journal, ale to już inna opowieść.

Sam junk journal jako album można zrobić z czego tylko się chce. Mogą, ale nie muszą być to specjalne papiery do scrapbookingu czy tzw. digitale lub printable z Etsy. To, co wkleisz do junk journala zależy wyłącznie od Ciebie. Oto kilka przykładów, czym ludzie dokumentują codzienność w junk journalu:

  • bilety z kina, teatru, koncertu, muzeum
  • ulotki eventów, w których bierzesz udział
  • zdjęcia
  • kartki okolicznościowe
  • twoje rysunki, szkice i bazgroły
  • zapisane kartki z planerów
  • rysunki i bazgroły dzieci
  • kwiaty, liście, roślinność
  • rachunki, paragony
  • wycinki z gazet

Zobacz też: Co warto zbierać do junk journalingu?

Ktoś może stwierdzić, że taki junk journal w zasadzie należy do obszernej rodziny scrapbookingu. I to jest prawda. Gdy robiłam research do wpisu o wszystkich rodzajach journali, natknęłam się na zdanie, że smash book jest tym, czym pierwotnie był scrapbooking. Czyli wklejaniem (wpinaniem, etc.) rzeczy z codzienności do zeszytu. Coś w tym jest. Scrapbooking jest o wiele starszy niż wydawało mi się kiedy oglądałam przesłodzone, dziecięce albumiki. Poważnym i uznanym scrapbookerem był sam Mark Twain. Tak, ten od Tomka Sawyer’a. Twain opatentował nawet specjalny album, którego strony po zwilżeniu kleiły się, jak np. znaczki.

Dla wszystkich purystów pragnę zaznaczyć, że traktuję te wszystkie pojęcia jako kierunkowskaz, a nie sztywne definicje.

Dlaczego junk journal jest dla mnie idealnym sposobem na dokumentowanie wspomnień?

Po pierwsze, dokumentowanie wspomnień w junk journalu jest totalnie elastyczne. Nie ma specjalnych kieszonek, do których trzeba coś dopasowywać. Tutaj ogranicza Cię jedynie przestrzeń kartki. A i to niekoniecznie, ponieważ istnieje wiele sposobów na to, jak dodać miejsca w journalu. Dlatego możesz tu zmieścić każdą pamiątkę, która tylko się zmieści między stronami okładki.

Zobacz też: Szybkie i sprytne sposoby na zwiększenie pojemności planera, notatnika czy journala.

Każdą stronę, czy rozkładówkę, możesz zrobić w totalnie innym stylu. Albo w żadnym stylu, czyli przypadkowo wszystko sobie wklejać. Jednego dnia mogę sobie w nim popisać, innego zrobić coś w stylu visual diary, a jeszcze kolejnego wk leić zdjęcie. Kieruje mną tylko jedna zasada, wkładam do journala to, co chcę zapamiętać czy zachować.

Prowadzę tak bieżący journal z częstotliwością jaka akurat mi odpowiada. Chociaż staram się nie mniej, niż raz w miesiącu. W między czasie to, co chcę zachować wkładam tylko między strony journala, a to co istotne zapisuję sobie w telefonie. Czasami siadam i robię coś szybko i spontanicznie. Uczę się nie przejmować się chronologią i dokładnością. Lepiej zostawić jakiś ślad, niż z zamiarem udokumentowania wszystkiego nie zrobić nic. Za kilka lat, w jakiś marcowy, nieciekawy wieczór, gdy będziesz przeglądać swój journal dokładność dni i wydarzeń nie będzie miała wielkiego znaczenia.

Obrazek namalowany akwarelami i zdjęcie, rozkładówka z junk journala.

Czy Ty też szukasz swojego idealnego sposobu na dokumentowanie wspomnień? Co w takim razie sądzisz o junk journalu? A może są jeszcze jakieś inne sposoby, na które nie natrafiłam w swoich poszukiwaniach? Koniecznie daj znać. A jeśli czujesz, że temat Cię wciąga, to serdecznie zapraszam Cię po więcej wpisów na ten temat: junk-journal.

Mam nadzieję, że wpis był dla Ciebie inspirujący. Chętnie przyjmę wszystkie uwagi w tym temacie. Dzięki za przeczytanie i do zobaczenia w sieci 🙂

Możliwość komentowania została wyłączona.